DOMINIKANA, PÓŁWYSEP SAMANA

Pomiędzy tysiacami palm – Półwysep Samana cz.1

Wybierając się do Republiki Dominikany jest wiele miejsc, które warto zobaczyć.

Są to na pewno słynna wyspa Saona, góra Montana Redonda, Puerto Plata, Cayo Arena, Santo Domingo czy półwysep Samana. I to właśnie Samana, będzie tematem pierwszego wpisu poświęconego Dominikanie na naszym blogu.

palms beach dominican republic paradise
Playa Fronton – cała tylko dla Nas!

Gdy byłem dzieckiem, Karaiby wydawały się niesamowicie odległym zakątkiem świata, zakątkiem który pojawiał się tylko na filmach oraz w opowieściach o piratach. Jak się okazało, te opowieści były całkiem prawdziwe. Ale nie o piratach będę tutaj pisał. Mamy rok 2020, a ja wraz z Żoną jestem po prawie 4 latach mieszkania na jednej z wysp tego odległego niegdyś dla Nas archipelagu.

Republika Dominikany stała się niemal drugim domem. Poznaliśmy dosyć dogłębnie ten kraj oraz jego mieszkańców. Wykorzystując czas wolny od pracy, choć i ona dawała nam masę możliwości odkrywania zakątków pięknej wyspy, korzystaliśmy na całego. Do serca szczególnie przypadł nam półwysep Samana z jego dzikimi czasem wręcz bezludnymi plażami. Palmy uginające się pod ciężarem niezerwanych przez nikogo kokosów. Zieleń, która aż wylewa się poza pole widzenia oraz ludzie – prawdziwi, prości, nie zniszczeni komercją, którą przyniosła wraz z pieniądzem turystyka.

palms blue sky
Wszystkie odcienie zieleni to nieodzowna część kraibrazu na Samanie.

Cały półwysep to niewielkie pasmo górskie – najwyższy szczyt ma około 650mnpm. Kiedyś, w czasach Indian Taino, jeszcze przed kolonizacja był oddzielony od reszty lądu poprzez pas bagien i mokradeł. Wraz z napływem ludności kolonialnej oraz nawożeniem I osuszaniem ziemi w tamtych regionach “prawie wyspa” została na stale przyłączona do reszty. Zaczęto budować osady oraz zasiedlać ten najdzikszy do tej pory region w północno-wschodniej części Hispanioli. Dzisiaj to małe kolorowe wioski, w których czas zatrzymał się w miejscu, ludzie siedząc sobie przed domkami, popijając rum lub lokalne piwo i dyskutując o prozie życia codziennego, stanowią główne enklawy. Prostota. Nie martwienie się o to co będzie jutro oraz brak pogoni za pieniądzem tak bardzo się nam spodobały.

Palmy, palmy i jeszcze raz palmy…

Oczywiście Samana to nie tylko ludzie, o których można by pisać wiele, ale to też niesamowite krajobrazy rodem z filmu o piratach. Pagórki porośnięte niezliczoną ilością palm – podaje się ponad 2mln. Rzesza różnych gatunków roślin takich jak: mango, awokado, marakuja, bananowce, kakao, papaja, flamboyan, mahoń czy tropikalne storczyki tworzą piękne, miejscami nieprzebyte lasy deszczowe.

palms domnican republic island ocean

Jak to w typowych tropikach bywa, było by idealnie, ale niestety brakuje dzikich zwierząt. Nie tylko na Samanie, ale w całej Dominikanie nie uraczymy ich zbyt wielu. Akurat fauna nie należy do najbogatszych.

Jasne, możemy spotkać gdzieniegdzie pelikany, palmowce (takie małe wróbelki żyjące na palmach), wrony antylskie, fregaty, sępniki różowogłowe, iguany, flamingi czy kajmany.

Głównym problemem w ekosystemie jest jak zwykle człowiek. Od czasu do czasu można spotkać papugę Hispaniola (Amazona ventralis), która dzięki pozbawionym skrupułów handlarzom jest teraz gatunkiem krytycznie zagrożonym. Znana również jako Cotorra, znajduje się na krajowej czerwonej liście gatunków zagrożonych od 2011 roku.

Ale przejdźmy do rzeczy. Dominikańczycy lubią prostotę, co przekłada się też na drogi. Półwysep Samana ma ok. 60km długości, 25km szerokości i uwaga… tylko 2 drogi główne, a i dziury w drodze obrysowane żółtą farbą, tak aby były widoczne z oddali. Dobry patent – można zdążyć takie dziurzysko ominąć, gorzej nocą.

Od południowej strony, wzdłuż naszej trasy możemy podziwiać zatokę Samana. W 1997r została wpisana do francuskiego klubu “Najładniejszych Zatok Świata”.

To właśnie do niej co roku przypływają największe długopłetwowce świata, czyli Humbaki, abyśmy mogli je obserwować w trakcie trzymiesięcznego okresu godowego. Ale o nich w następnym wpisie.

Teledysk, który Prince Royce nakręcił w Santa Barbara oraz na plaży El Valle pokazuje piękno półwyspu.

Kiedy miniemy już największe miasteczko – Santa Barbara de Samana, swoje coraz to ładniejsze oblicze zaczną ukazywać nam wody Oceanu Atlantyckiego.

Aby móc nacieszyć się widokami w ciszy i spokoju, bez ani jednego turysty warto zatrzymać się na punkcie widokowym Punta Ballandra. Był to nasz obowiązkowy punkt, każdej prywatnej wycieczki z biurem Rico Travel. Oddalony od drogi głównej ok .10min pieszo, kompletnie nie oznaczony i znany głownie lokalnej ludności. Choć należy przyznać, ze nawet sami Dominikańczycy zbytnio się tam nie zapuszczają, ponieważ trzeba tam dojść na nogach, a jak wiadomo dla nich spacery to jakaś fanaberia, lepiej podjechać na motorku;) Jadąc dalej mijamy Talanquere, wioskę z kilkoma willami do kupienia lub wynajęcia. Na końcu drogi czeka na nas jedyne w swoim rodzaju Las Galleras – to właśnie tutaj droga się nam kończy w ciekawy sposób, bo na plaży.

Czy to juz koniec świata?

playa fronton beach paradise palms las galeras
Las Galeras

Mieścina zapadnie nam w pamięć chyba do końca życia, bo to właśnie tam, po imprezie z w lokalnym barze, czyli zakrapianej dosyć sowicie rumem nocowaliśmy w hotelu z największa ilością możliwych gwiazdek – na dachu naszego samochodu. Na plaży, zwanej Playa Grande, coś pięknego! 2 lata później to właśnie ta plaża była świadkiem naszych zaręczyn. Piasek przypominający mączkę, lazurowy kolor oceanu, dwie lub trzy zbite z drewna szopy robiące za restauracje oraz kilka dziko zaparkowanych łódek tworzą obraz prawdziwie dzikich Karaibów.

W piękną pogodę, gdy nie ma dużych fal można jedną z takich łupinek wybrać się w rejs na Playa Fronton. Naszym skromnym zdaniem nr 1 w Republice Dominikany.

playa fronton man beach paradise palms
Playa Fronton

Po 25 minutach rejsu oczom ukazuje się dzika plaża, z palmami pochylonymi w stronę oceanu w kolorze, jak dla mnie niebiesko-zielonym. Pewnie moja Żona znalazłaby jakąś wymyślną nazwę typu akwamaryna, turkus, błękit pruski czy chabrowy itd…

Nad tym wszystkim wznosi się 200 metrowy marmurowy klif, nad którym krążą sępniki, pod nim zaś można czasem spotkać wylęgujące się na skalach rozgrzanych od słońca iguany. Miejsce rodem z serialu LOST. Kiedyś nawet lokalni wkręcili mi, że to właśnie tam był ów serial kręcony. Ale! Od czego jest wujek Google? Jak się okazało niestety nie był, całość nakręcono na Hawajach. Podobno też fajna miejscówka, ale póki co pozostaje w sferze naszych marzeń. A jak wiadomo marzenia trzeba spełniać;)

A co do Fronton – to trzeba po prostu zobaczyć. Tak samo jak Zatokę Rincon, kolejne urocze miejsce. Na główną plażę docierają nieliczni turyści i to jest ogromny plus. Po drodze mija się kilkanaście małych plaży dostępnych w większości tylko od strony oceanu, wiec pozostają na maksa kameralne.

Taki obraz kształtuje się głównie na północnym wybrzeżu półwyspu Samana. Nie sposób opisać każdego z tych miejsc, wiec wybierając się tam na pewno trzeba zobaczyć wspomniane Playa Fronton i Rincon. Playa Grande i Colorada, Playa Es Valley, Playa El Limon, Playa El Portillo czy jak sama nazwa wskazuje Playa Bonita. Wszystko to oczywiście w terenie górzysto-palmowym tak wiec mieszanka jest po prostu wybuchowo-bajeczna.

Ciekawe co czuł Krzysiek Kolumb jak przepływał tamtędy po raz pierwszy w styczniu 1493 roku? Bo my się po prostu zakochaliśmy! Datego też ten kawałek ziemi był świadkiem wielu wspaniałych chwil w naszym życiu, m.in. naszego ślubu. Ale o tym, oraz o kilku innych kwestiach związanych z Samaną w następnym wpisie!

Artur

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.